poniedziałek, 24 października 2011

Pazurki

Wibo Express Growth #49
To jeden z tych kolorów, którego nie da się uchwycić na zdjęciu. Metallic, coś pomiędzy zielonym a niebieskim...
Lubię lakiery z Wibo, ale tutaj trochę się zawiodłam... były malowane w niedziele rano a tu proszę - na palcu wskazującym już pierwsze odpryski - a przecież nie pracuję w kamieniołomach -_-

Natchniona dzisiejszymi kolorami u Aguu jestem w trakcie tworzenia malunków nudziakowych - może jutro będzie fot. problem polega na tym, że jak wracam z pracy to nie ma już szans na naturalne oświetlenie dlatego zdjęcia są tak kiepskiej jakości co musicie mi w dobroci swego serca wybaczyć ;)

"HAIR" w Gliwickim Teatrze Muzycznym

No to poszliśmy się odchamić :) Kolega pracujący w GTM załatwił bilety zniżkowe, dokoptowałam ze sobą 13sto letniego brata* i pojechaliśmy. Jako fanatyczka, nie, nie fanka - Fanatyczka filmu "Hair" stwierdziłam że grzechem byłoby nie obejrzeć sztuki, choćby w naszym rodzimym wykonaniu.

Początek - hmmm....dziwnie.... jak się na pamięć zna film, to piosenki po polsku brzmią bardzo dziwnie. I jakoś tak seksu więcej niż w filmie... trochę potrzeba czasu żeby się przestawić, ale jak już się człowiek przyzwyczai, to wrażenia są niesamowite.

Nie było właściwie konkretnej fabuły, całość po prostu się działa. Fragmenty narkotyczne były baaardzo przekonujące, zadymione pomieszczenie, zapach kadzideł, gra aktorska... robiło wrażenie.
W rolach głównych zagrali:
Berger - Łukasz Szczepanik
Claude Bukowski - Rafał Szatan
Sheila - Karolina Adamska
Hud - Nick Sinckler
Woof -Marcin Wojciechowski
Jeanie - Aleksandra Adamska
Oglądając filmik zamieszczony na Ytb, gdzie rolę Clauda grał Andrzej Skorupa, chyba jednak cieszę się że w dniu gdy my byliśmy na przedstawieniu grał Rafał Szatan - jest bardziej przekonujący moim skromnym zdaniem. A Berger? W ostatniej piosence rusza się dokładnie tak, jak to robił filmowy Berger - aż miło patrzeć ;)

Podsumowując - jak jest się maniakiem tego musicalu - pozycja obowiązkowo do obejrzenia. Jeśli nie jest się w/w - również polecam. Wiem, że sztuka jest objeżdżana po Polsce więc jeśli do Waszego miasta zawita "Hair" w wykonaniu Gliwickiego Teatru Muzycznego - warto się wybrać, choćby po to, żeby, mimo że w teatrze, zobaczyć Coś Innego.

*spektakl z powodu języka, kilkukrotnie wulgarnego, sporej ilości seksu (nie dosłownie oczywiście!) i jednej nagiej sceny dedykowany jest dla widzów powyżej 16go roku życia - młodsi widzowie mogą obejrzeć w towarzystwie osoby dorosłej.
Jak się dowiedziałam, następnego dnia mój brat miał wyjście do kina na jakże przewspaniały film naszego jakże Wspaniałego Wieszcza Polskiej Kinematografii - Jerzego Hoffmana. "Hair" to podobno przy tym filmie bajka dla dzieci...

sobota, 22 października 2011

Pazurki + rozdanko ;)

No to pierwszy wpis pazurkowy - proszę o wyrozumienie, nie umiem jeszcze robić dobrych zdjęć moich malowań. Poza tym muszę popracować nad utrwalaniem całokształtu bo na tych ładnie odbijają się moje włosy, zgniecenia poduszki w trakcie mojego snu i wszystko inne.

Essence #36 Enchanted Fairy + 04 Space Queen
W realu to wygląda o wiele ładniej, brokat który jest w Space Queen jest kolorowy co daje fantastyczny efekt. Pazurki mam już trzeci dzień i zaliczyłam tylko jeden mały odprysk, tak więc Essence z którym dopiero się zaznajamiam ma szansę zostać moim lakierowym nr 1 :)

Dodatkowo korzystając z okazji kosmetycznego wpisu, ogłaszam wszem i wobec że biorę udział w rozdaniu u Moje kosmetyki by N. To moje pierwsze rozdanie, mam nadzieje że załapię się chociaż na nagrodę pocieszenia :P

czwartek, 20 października 2011

Koterski jest jakiś inny...

No i poszliśmy w końcu do kina...po ostatnich zachwytach nad Chrisem Evansem w Capitan America: Pierwsze starcie i porządnej części Harry'ego Potter'a postanowiliśmy pójść na coś polskiego. Wybór oczywiście padł na Koterskiego - oddanymi fanami w/w może nie jesteśmy, ale Więckiewicz......no i bilety fundowała firma (ah te systemy motywacyjne w corpo...)




 Nie wiem od czego zacząć....film słodko - gorzki o nas, o babach, nam z resztą dedykowany. Każda kobieta z krwi i kości znajdzie tam choćby fragmencik o sobie - ja znalazłam sporo. Nie jest to typowa komedia, skłania do myślenia, zdecydowanie. Zastanowienia się nad swoim zachowaniem i...zmianie go? Nieeeee....w końcu nie byłybyśmy babami gdyby nie to wszystko co punktuje nam Pan Rezyser ;) Nie mogło zabraknąć Miśka Koterskiego - miał swoje fajne 5 minut .

Podsumowując - jeśli ktoś spodziewa się komedii - zawiedzie się. Jeśli ktoś myśli że to film akcji (jakiejkolwiek) - będzie żałował że przyszedł. Jeśli ktoś spodziewa się Koterskiego na poziomie "Dnia świra" lub "Nic śmiesznego"....również może poczuć się lekko oszukany. 
Dostajemy za to 90minut dobrego, wśród wszechobecnej szmiry, tandety i żałosności, dobrego, polskiego kina, z cudownym Więckiewiczem, niesamowicie przekonującym w swej roli Woronowiczem, pełnego charakterystycznej Koterskiej polszczyzny i 10 kilo bluzgów...ale w ustach Więckiewicza nawet każda kurwa i przejebanie brzmi jak poezja ;)


Kolejny planowany seans - brrrrr....horror

poniedziałek, 10 października 2011

Od kuchni - Sezon świąteczny uważam za otwarty!!! :D

Stało się - jeszcze przed Halloween, a u nas już Święta ;) Zagniotłam wreszcie ciasto na pierniki, dojrzewa sobie ładnie w piwnicy. W zeszłym roku ten przepis okazał się hitem, więc w tym roku zagniotłam podwójną porcję ;)

Składniki na 1 porcję pierników:

0,5l miodu
1 kostka smalcu
2 szklanki cukru
Rozpuszczamy w garnku mieszając do uzyskania jednolitej masy.

Do naczynia w którym będziemy trzymać ciasto sypiemy
1kg mąki
0,5szklanki przypraw - u mnie mieszanka przyprawy do piernika, cynamonu i kardamonu

Gdy miód przestygnie sypiemy mieszankę mączno przyprawianą, dodajemy 3 jajka i 3łyżeczki sody rozpuszczone w 0,5szklanki mleka.Wszystko zagniatamy na jednolitą masę i odstawiamy do piwnicy/na balkon/do spiżarni.

I jeszcze kilka szczegółów, cyt.:
*(...)robi się go przynajmniej 3 tygodnie przed spożyciem, a samo ciasto może stać nawet rok.

*Nie należy się absolutnie przejmować konsystencją ciasta. Ono ma być półpłynne, lejące i w ogóle może występować pełna różnorodność stanów skupienia. Tak ma być. Przez te kilka tygodni mąka spęcznieje, a jak uznacie, że mimo to jest za rzadkie to przy wałkowaniu po prostu dodacie trochę mąki i już.

Co do moich doświadczeń zeszłorocznych:
- ciasto stało od połowy października do 6 grudnia i nie przeszło smrodkiem piwnicy, było idealnie korzenne ;)
- z jednej porcji wyszło mi 1,5 pudła, takiego z Ikei
- po upieczeniu 6 grudnia zrobiły się twarde, ale idealnie do świąt zmiękły. Trzymałam je w pudełkach przykryte szmatkami i raz na kilka dni szmatki skrapiałam delikatnie wodą. 
- Nadawały się do jedzenia do połowy stycznia.... później pewno też by były dobre, no właśnie - byłyby, ale ich nie było :P




Po instrukcję pieczenia i ozdabiania zapraszam  w okolicy 6 grudnia ;)

niedziela, 5 czerwca 2011

Od kuchni - truskawki

Ja wiem, że to jeszcze nie jest sezon, że 10zł/kg ale musiałam!!! To było silniejsze ode mnie.... i oczywiście jak tylko odeszłam od stoiska to pożałowałam - pachniało niesamowicie ale w smaku - woda z posmakiem truskawek. Przecież nie wyrzucę kilograma owoców >.<

Pomyślałam, pokombinowałam, dokupiłam kilka rzeczy iiiiiiiii - otwieram sezon na ciasta sezonowe :)

Będziemy potrzebować:
Truskawki - lub inne owoce sezonowe
Herbatniki - w zależności od blachy - u nas zeszło 2,5 takiego podwójnego opakowania "petitków"
Krem do karpatki + wszystkie składniki do niego potrzebne czyli mleko i masło
Galaretka - u nas była pomarańczowa ale tak naprawdę może być każda

Formę wykładamy herbatnikami. Przygotowujemy krem wg przepisu - jak ktoś nie ma dostępu do kremu do karpatki, można samemu zrobić krem budyniowy. Zakładam, że każdy wie jak...jak nie wie - to jedna z następnych notek będzie o taki kremie :) Krem wykładamy na herbatniki - uwaga!!! Strasznie wkurzająca część bo krem się klei do herbatników, herbatniki się przesuwają.... jak ktoś jest choleryk, to lepiej tę część dać do zrobienia mężowi, a co! niech mężu ma wkład w gotowanie :)
Gdy już uporamy się z kremem (no dobra dobra, mężu się uporał :P ), bierzemy się za truskawki.

Myjemy, odszypułkowujemy, kroimy i układamy.........
i układamy.........
i układamy.............................................
.............................................................
.............................................................
.............................................................


 w tak zwanym międzyczasie robimy galaretkę


..........................................................
......potem jeszcze chwilę układamy.................







......UFF!


Gdy już naukładamy truskawek na całą blachę a galaretka będzie już w części stęgnięta* wylewamy ją na ciasto i wstawiamy je do lodówki - u nas stało przez noc i rano do kawki było idealne :)
 *to bardzo ważne! Jeśli będzie rzadka i wodnista przecieknie przez ciasto i będziemy mieć krem z truskawkami na herbatnikach w galaretce - tak, wiem z autopsji ^_^;

Książkowo - Lśnienie skończone.....wreszcie! Wynudziłam się trochę... :/

w niecałe dwa dni pochłonęłam Gringo wśród dzikich plemion - polecam!!! Jak nie trawię Cejrowskiego, tak jego wyprawy kocham :)

Obecnie na tapecie - Nocny Patrol.